Mało muzycznie, ale who cares.
Jestem w trakcie czytania The Faith Instinct: How Religion Evolved and Why It Endures. Autor Nicholas Wade. Po 30 stronach mam ochotę przestać czytać, ale może jutro dam mu drugą szansę.
Przez pierwsze 30 stron pisze o tym, jak religia nadaje sens życiu milionów ludzi, daje nadzieję w beznadziejnych sytuacjach i w ogóle jest fajna. Jednym zdaniem wspomina o tym, że przyczyniła się też do inkwizycji, palenia na stosie, takie tam. W mojej opinii balans jest trochę inny - może dlatego po pierwszych kilku stronach jakoś tak "ostrożniej" zacząłem podchodzić do tego, co czytam.
Próbując udowodnić, że religia ma podłoże genetyczne, porównuje ją do języka. Moim zdaniem bardzo naciągane - w przypadku języka jesteśmy w stanie wskazać konkretne geny odpowiedzialne za jego rozwój (FOXP2). Dla religii chwilowo nic takiego nie odkryto, więc teorie jak wyżej można włożyć na półkę "wishful thinking". Jak sugerowałyby teorie innych ludzi zajmujących się tematem (Atran), raczej nic takiego jak "God gene" nie zostanie odkryte (teoria Atrana zakłada z tego co pamiętam, że religia jest wypadkową innych przystosowań człowieka do życia w niezbyt bezpiecznym, prehistorycznym środowisku - czyli mowa tu o wielu wielu genach i bardzo wielu zachowaniach/przystosowaniach).
Dobra, jeszcze poczytam, może zmienię zdanie (mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę co, o czym pisał Kahneman w Thinking Fast and Slow - decyzję już podjąłem, teraz tylko będę szukał uzasadnienia, że ta książka jest słaba :-).
