wtorek, 24 lutego 2015

Przyjemnostki przyszły.

Dwie starocie, jedna nowość. FTP mi zaraz padnie, więc nawet nie wrzucam. Dla chętnych do udostępnienia bezpośrednio.


niedziela, 22 lutego 2015

Ibeyi self titled

A żeby nie było, że już nic nie słucham, to ostatnio kupiłem:


Popkultura, Panie. Śpiewają po angielsku, korzenie mają kubańskie, mają ojca-popularnego-muzyka, wstawki robią chwilami po nigeryjsku. Z resztą - wikipedia powie więcej, a na wywołanie można zobaczyć sobie:


Na ich kanale jest więcej klipów.

Tradycyjnie nadrabiany.

Birdman - kręcony jednym ujęciem, ale nie tak jak Rosyjska arka. U Sakurowa było rzeczywiście jedno ujęcie. Tutaj są sceny pozlepiane tak, żeby wyglądało jak jedno ujęcie. Who cares - efekt jest bardzo dobry, Birdman to świetny film. W sumie najlepszy film tego reżysera (nie pamiętam jak się nazywa, ale to ten od 21 gramów i Amores perros), moim skromnym zdaniem.


Kolejny film - Nightcrawler, czyli chyba Wolny strzelec to u nas nazywają. W większości miejsc ma dość marne recenzje, ale na IMDB ma teraz 8.0. Wydaje mi się, że pierwsze primo - nie jest to film, który na długo zapadnie w pamięci, ale wcale nie znaczy to, że jest zły. Drugie primo wydawania - złe recenzje wynikają z tego, że główny "bohater" jest psychopatą, którego nieprzyjemnie się ogląda. W każdym razie - oglądanie to nie był czas stracony.

I na koniec - Boyhood. Bardzo w porządku film, powoli zaczynam lubić Ethana Hawke jako aktora, choć chyba nie grał w niczym dobrym głównej roli (w każdym razie - nie pamiętam). Chciałem zrobić takie zestawienie różnych aktorów grających chłopaka i dziewczynę na przestrzeni lat - ale na szczęście już ktoś to zrobił, więc wystarczy wkleić gotowe foto. Na chłopaku lepiej widać charakteryzację:




niedziela, 8 lutego 2015

Mocne tytuły styczeń / luty.

Wielkie piękno, La grande bellezza. Reżyser mi nie jest znany, nie widziałem ani jednego innego jego filmu. Świetnie się ogląda, pełno doskonale rozegranych scen. Nieznajomy sąsiad wchodzący do mieszkania zabezpieczonego kodem chyba 10-cio cyfrowym plus odciskiem palca, znika za drzwiami w sposób, który nie pozwala zobaczyć nic z tego, co znajduje się w środku - jakby przenosił się do innego świata.


Praca kamery mistrzowska, ujęcia malarskie (jest coś takiego? w każdym razie można się domyślić, o co chodzi). Przywodzi na myśl klasyków w stylu Antonioniego. Tylko tu jest bardziej współcześnie, więcej głośnej muzyki, cycków itp.

Średniaki.

Średniaki są bardzo mocne. Filmy spoko, do zobaczenia. Jest o czym mówić, choć ja oczywiście nie będę.

Before midnight. Warto wspomnieć, szczególnie z uwagi na Ethana Hawke, który niedawno już się pojawił na tym blogu w Predestination, a na dodatek się jeszcze zaraz pojawi ponownie. Spokojny film na wieczór w środku tygodnia. Dużo gadania, o związkach i takich tam.


Inside Llewyn Davis, czyli nowi Cohenowie. O kolesiu, który na początek filmu dostaje po twarzy i nie tylko, a na koniec samemu ma się ochotę mu przykopać. Scena Mr Kennedy boska:



Listę zamyka:

The Kingdom of Dreams and Madness - dokument o Studio Ghibli. W średniakach, bo ciężko to polecić komuś innemu, niż osobie, która lubi twórczość Miyazakiego.




Zaległości, zaległości - na początek słabeusze.

Widzieliśmy kilka filmów, ale nie było zacięcia do wpisywania... Więc teraz szybkie podsumowanie. zaczynając od słabeuszy, czyli:

Lucy - sam oglądałem, Natalia nie lubi Scarlett. Film daje radę, jeżeli ogląda się go jak film fantasy. Jest trochę akcji, na koniec nawet przebijają Chucka Norrisa, który jak wiadomo zgrał internet na dyskietkę. Na Lucy zgrywają cały wszechświat na pen drajwa. Ale przynajmniej Choi Min-sik jest świetny. 


Następny w sumie nie urywający dupy film:

Love is strange. Jakoś taki mało przekonujący był. O dwójce podstarzałych gejów w Stanach. Już za bardzo tego filmu nawet nie pamiętam, choć na pewno nie był zły.


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Muzyczny 19.01.2015

Na newalbum wypłynął nowy BPitchControl, można posłuchać szybko na boomkacie:
http://boomkat.com/downloads/1193594-argy-mama-dominonation


Nuda jak flaki z olejem po pierwszym odsłuchu. Co ciekawe - recenzował to Paweł Gzyl na nowejmuzyce:

http://www.nowamuzyka.pl/2015/01/17/argy-mama-dominonation/

Recka jak zwykle poprawna: "barwna podróż po muzyce klubowej z początku lat 90", albo z samego wstępu: "Jedenaście kompozycji, które łagodnie łączy piosenkową formułę z klubową estetyką, napełniając słuchacza pozytywna energią."

Moja szybka opinia - zjazd do boksu z tą płytą.